poniedziałek, 17 września 2007


Czesc mojej nowej klasy ;P Tak na marginesie, mam 45 osob w klasie :)
Wiecej zdjec na:

http://picasaweb.google.pl/zapatystka

I teraz dwa slowa ode mnie.
Chodze juz sobie do nowej szkoly. Codziennie na 7 rano do 13 albo 14. Ale, jak to bywa w panstwowych szkolach w Meksyku, nauczyciele nie maja zbytnio w zwyczaju przychodzic na lekcje, wiec i tak zazwyczaj konczymy o 12. Wracam sobie do domu w najwiekszy upal autobusikiem za 4 peso, kupuje sobie w centrum ciasteczka od indian za 5 peso i jestem z siebie dumna. Po czym wracam na piechote do domu. Ewentualnie jesli przywiozl mnie ojciec, przyszlam na piechote lub pojde na piechote na trening ( oszczedzam w ten sposob 8 peso ) to kupuje sobie super lewicowa gazeta Cuarto Poder, siadam sobie na laweczce i czytam, az sie nie usmaze na sloncu.

No i popatrzcie... Monika popadla... a juz sama nie wie w co popadla.

Ostatnio w Meksyku sa swieta. 16 wrzesnia jest Swieto Niepodleglosci Meksyku ( pozwolicie, ze wam daruje jakze pasjonujaca opowiesc o Grito de Dolores, o Miguelu Hidalgo, o Jose Marii Morelosie i wreszcie o Iturbide. Pozwolicie, bo jak sie patrze na moja prace domowa z psychologii i hiszpanskiego ( ktore na razie skladaja sie z dwoch czystych kartek ) to mi sie nawet o tym nie chce.
Wiec z tego tytulu miesiac wrzesien jest nazywany miesiacem ojczyzny i nie wiem jak gdzie indziej, ale tutaj ciagle jest fiesta. Czyli wychodzimy o 8 wieczorem, wracamy o 3 rano i ja o 3 kilogramy ciezsza. Meksykanskie jedzenie zaczyna mi sie podobac. W koncu jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.

Poza tym jedzenie podoba mi sie z definicji.

W szkole jest super. Znaczy na tyle na ile w szkole w ogole MOZE byc super. Zerom to nie jest, nie da sie ukryc, ale jest fajnie.

Mialam juz dwa egzaminy. Z ekonomii dostalam 6 na 6 mozliwych ( taka ocena ), a z prawa dostalam 10 na 10 mozliwych ( tak, tez taka ocena ). I zaraz bede robic prace domowa. Pozniej bede jesc. Lol. A pozniej odmozdzac sie przed Canal de las Estrellas. A co sobie zalowac bede.

W ogole to jakies pol godziny temu bylo trzesienie ziemi. Ha! Ale fajnie brzmi! Wszystko sie trzeslo... ale dzis odkrywcza jestem. No wiec bylo trzesienie ziemi, ale tylko z nazwy. Podobno tu ciagle trzesie.

Teraz jak o tym mysle, to taniej by mi wyszly ciasta ze sklepu. Ale ja sie chyba w ten sposob spelniam politycznie.

O wiem, powiem wam jakie mam przedmioty w szkole ( lol ) :

Statystyka, ekonomia, wstep do prawa, historia, antropologia, filozofia, psychologia, hiszpanski, orientacja, capacitacion para el trabajo ( w tym ostatnim nie wiem o co chodzi, bo nauczyciel sobie olewa szkole od tygodnia i jeszcze nie bylo tej lekcji ). Aha, zeby bylo jasne. W orientacji chodzi o to, ze sie rozmawia o tym co sie chce robic po Prepie ( liceum ), czy sie idzie na studia, jak tak to na jakie, czy sie idzie w gory walczyc z Zapatystami, czy sie jedzie do Kolumbii po koke, czy sie jedzie do Gringolandii szukac gruszek na sosnie. Czy jak kto woli, szczescia.

Tak czy inaczej mam super klase i w ogole ;)

Przepraszam, ze dzis tak bez ladu i skladu, ALE moj Wen od kilku dni nic tylko siedzi i oglada pewien ALBUM. I az sie musze z nim bic, zeby troche poogladac. ( Tak do Ciebie mowie! ;P )Tazke dopoki sie nie odczepi od ALBUMU, notki beda wygladac wlasnie tak. Poza tym ALBUM jest boski, bardzo dziekuje ;)

Ide, sobie quesadille zrobie na kolacje i brzoskwiniowa hervatke Lipton ;P ( Gratsjas ;P )

Dobranoc.

//

A.G. [*]

Ekhm... Mundurek ;P
Zwroccie uwage na moje kolczyki ;P Fajne, nie? :)

poniedziałek, 3 września 2007

Ekhm... na specjalne zamowienie, zdjecie perkusji Josha, dla Cinka ;)


niedziela, 2 września 2007



Tuxtla Gutierrez :) Wiecej zdjec w albumie, adres ponizej :)

A w sobote za tydzien mam spotkanie calego dystryktu w Ciudad del Carmen w stanie Campeche... hehe :)






To moja rodzinka :)









A to moje bransoletki... hehe xD Od lewej dwie kupione od Indian, a te dwie pozostale, zrobione przeze mnie :D








Pierwsza od lewej zrobiona przeze mnie :D hehe... a druga dostalam :) I ta druga na razie udaje tecze... hehehe xD Kupie sobie pierwsza teczowa rzecz, ktora zobacze! Nie moge przezyc, ze zgubilam moja przypinke! O.







- Zadnych nowych, swietnych pomyslow, jak mnie nie bylo? Och, oczywiscie, ze nie, przeciez mnie nie bylo! – paplalo do siebie male Stworzonko o wsciekle rozowych slepkach.

- Wen! Prosze cie!

Stworzenie zeskoczylo z lozka, zrzucajac przy tym na podloge wszystkie poduszki, wbilo wzrok w spalona sloncem twarz dziewczyny w sukience koloru gor Sierra Madre, unioslo brwi w nieznosnie zarozumialy sposob i zapytalo z udawanym zainteresowaniem:

- Tak?

Oczy dziewczyny, w kolorze wszystkich wzgorz Irlandii, dzis plonely ogniem Beltaine. I nie, nie od slonca. Z wscieklosci. Ale przeciez, moi drodzy, ona odzyska swoj stoicki spokoj, nieprawdaz?

- Ja, moj drogi Wenie, jestem Monika – Jedyna W Swoim Rodzaju – Wiecznie Szalona Zapatystka. Kocham Szekspira. Maluje obrazy. Tancze tengo. Gram na pianinie. Przesiaduje w mojej sypialni przyozdobionej srebrno-zielonym adamaszkiem i pisze dramaty. I nie po to trzymam cie tutaj, abys strzelal fochy, akurat wtedy, kiedy ja chce pisac.

Wen wciaz piorunowal dziewczyne spojrzeniem. Wlasciwie to nie pojmowal o co tyle halasu. Przeciez ostatnia notke napisala sobie sama i jakos calkiem niezle jej poszlo.

- No chodz, napiszemy notke i pojdziemy na lody!...

- Nie wierze ci. Oszukujesz! Ty zawsze oszukujesz!!!

- Nie zawsze! – ryknela dziewczyna – Oszukuje tylko wtedy, kiedy musze. Albo wtedy, gdy uwazam, ze to zabawne. Albo jak chce po prostu sprawdzic czy potrafie tak oszukac, zeby nikt mnie na tym nie zlapal. Albo jesli jest to czescia wiekszego, bardziej przebieglego planu. Ale ja nie oszukuje zawsze.

W malym pokoju na pietrze zapadla cisza. W koncu przerwal ja Wen.

- Jestes... – rzekl patrzac jej w oczy – Jestes boginia! Zbyt wspaniala, by kalac stopy marnym, brudnym prochem tej ziemi. A teraz, jesli pozwolisz, o pani, ja wychodze...

- Nie! Czekaj! Zobacz co ja tu dla ciebie mam!

- To czekolada? – Stworzonko przelknelo sline wpatrzone w przedmiot w reku dziewczyny.

- Zaiste. Nie mialbys ochoty na kawalek?

Wen, choc wydawal sie zahipnotyzowany czekoladowym lakociem, potrzasnal slabo glowa.

- Nie. Pewnie ja zatrulas, albo co.

- Zatruc czekolade?! Nigdy! – wykrzyknela dziewczyna udajac zgroze i podala towarzyszowi tabliczke. Wen blyskawicznie wbil w nia zeby. Czujac rozpuszczajaca sie na jezyku slodycz, przymknal powieki i pograzyl sie w ekstazie smaku.

- Nigdy nie zatrulabym czekolady – kontynuowala Monika – No, moze z wyjatkiem tego jednego kawalka.

Rozesmiala sie, widzac jego przerazona mine.

- Nie boj sie, zartowalam. Przeciez nigdy w zyciu nie otrulabym mojego ukochanego Wena! No chodz zesz wreszcie. Sluchaj, nie wykluczam, ze to zbyt skomplikowane dla twojego ciasnego umyslu, ale czy nigdy nie przyszlo ci do glowy, ze jestes po prostu dobry? Jestes genialnym Wenem i dlatego cie potrzebuje. No chodz.

Gdyby spojrzeniem mozna bylo zabijac, to pewnie dziewczyna padlaby trupem. Ale nie mozna, wiec teraz stala i czekala na odpowiedz. Wen, przeskakujac z nogi na noge, zapytal nieufnie:

- Co masz na mysli?

Monika wiedziala, ze potrafilaby zniszczyc jego poczucie wlasnej wartosci w kilku zaledwie slowach, zdeptac go tak, ze zaden wenoterapeuta nie bylby w stanie wyciagnac go z depresji. Tak, cos takiego moglaby zrobic ot tak, bez wysilku. Ale Monika nie lubila, jak cos przychodzilo zbyt latwo.

- Mialam wrazenie, ze wyrazam sie jasno i precyzyjnie. Powiedzialam to, co chcialam powiedziec i dokladnie to co mialam na mysli. Po prostu, jestes swietnym Wenem. A teraz juz siadaj.

- Zgoda – Odparl Wen i usiadl obok dziewczyny. Po drodze jeszcze wlaczyl wiatraczek i chwycil dwie szklanki wody z lodem.

Meksykanski stan Chiapas ( tak, to jest tam na samym poludniu ) jest strasznie goracym miejscem. I kiedy mowie, ze strasznie goracym, to dokladnie to mam na mysli. Temperatura to jakies 40 stopni i tak przez caly dzien. Jeszcze gorzej jak swieci na ciebie slonce. Palisz sie, ploniesz, stapiasz i ogolnie umierasz. I ja to wlasnie mam na co dzien. Juz na pewno dostalam udaru. Tylko po prostu nie wiem jakie sa jego objawy, wiec o tym nie wiem. Ale wszyscy tu ostro lataja w jeansach. Jest to dla mnie co najmniej dziwne.

W ogole to w Chiapas bije sie nie tylko rekordy w temperaturze, ale rowniez wszelkie inne. Na przyklad glupota heterykow siega tutaj zenitu. Czasami idziesz ulica i zastanawiasz sie czy nizsze sa tutejsze indianki ze swoimi 145 centymetrami wzrostu czy iloraz inteligencji ich facetow. I naprawde nie potrzebujesz jakichs szczegolnych zdolnosci, zeby dojsc do wniosku, iz to raczej to drugie. – Hola guapa!! Good morning! Hello! I love you! Casate conmigo... espara! Linda! Bonita! Ja rozumiem, ze nigdy w zyciu nie widzieli blondynki, ale bez przesady. Chociaz nie, wlasciwie to nie rozumiem. Ostatnio jakis facet mnie zaczepil i odprowadzil az do domu, niestety nie potrafilam sie go pozbyc. Jeszcze inny wcisnal mi swoj adres i numer telefonu. Ja nie wiem co oni wszyscy sobie mysla, ale sa maksymalnie wkurzajacy.

W ogole to ja tu jestem ciagle glodna, znaczy ja zawsze jestem glodna, ale tu jakos bardziej. No ale jak tu nie byc glodnym, kiedy na ulicy wszelkie tacos, taquitos, quesadille, nachos, nopale, nieves, pozol, burritos i wszelkie inne jedzenie az krzyczy Zjedz mnie, zjedz mnie, zjedz mnie!

Poza tym, znalazlam sobie nowa ZAJEBISTA zabawe. Cos na zasadzie tego, jak bylam na wakacjach w Hiszpanii i wmawialam ludzion, ze jestem z Argentyny. Wprawdze po paru tequilach, ale wierzyli. Jednak nie sadze, aby w Meksyku to wypalilo. Nie zeby tu brakowalo tequili, wrecz przeciwnie, ale po prostu juz mi sie to znudzilo. Wiec znalazlam nowa ZAJEBISTA zabawe – teraz jestem Holenderka. Y de donde eres? De Amsterdam!!! Ha!!! Tak, tak. Opowiadajac o Amsterdamie bawie sie duzo lepiej niz opowiadajac o argentynskiej polityce. Przynajmniej na razie. Znaczy nie zawsze jestem z Amsterdamu :P Tylko kak mam ochote sie pozbijac :P Jest to dosc smieszne.

Teraz moze troche o mojej obecnej szkole. Pierwsze pytanie dziewczyn z mojej klasy brzmialo: Czy masz chlopaka? Tak, dwoch. Lool! Hehe. A pozniej jeden nauczyciel opieprzyl mnie za czytanie Brokeback Mountain. Wtedy sie cholernie wkurzylam. Ale teraz wydaje sie to calkiem smieszne doswiadczenie. Szkole zamierzam zmienic.

Poza tym, chodze sobie na treningi siatki z super profesjonalistkami i gra sie przemegaturbozajefakerbiscie! I mam treningi codziennie i jest bosko xD Ostatnio wlasnie, wracajac z siatki stracilam buta w walce z zywiolem. Tak sie stalo, ze akurat jak wychodzilam to zaczelo padac, burze przeczekalam, a pozniej poszlam, troszeczke zmoklam, ale to nic, dojechalam autobusikiem do centrum i pozniej szlam na piechote. No i ide przez skrzyzowanie, z jakimi trzema kobietami a tu nagle plynie wielka woda i siega nam do kolan, w ogole juz wszedzie na calej ulicy taka woda byla. One ida spokojnie dalej, to ja uznalam, ze to widocznie normalne i tez ide dalej. A tu nagle zrobila sie woda prawie do pasa na srodku ulicy! I to plynie! I juz nie moglysmy dalej isc. No i stoimy na srodku skrzyzowania i staramy sie nie utonac! I przejechal jakis samochod, cos w rodzaju malej ciezarowki do ktorego da sie wejsc na tyl no i facet sie drze, zebysmy wchodzily, one weszly, no to ja tez weszlam, ale w tym momencie moja japonka mi spadla i sobie poplynela... Coz. Facet nas wysadzil na ulicy gdzie juz bylo mniej wody. Jakos doszlam do domu. Ale zrzut.

W ogole to bylismy tydzien temu w domu u jakichs znajomych, ktorzy maja basen. I wczoraj tez bylismy. I sie opalalam, kapalam w basenie i sie spalilam. Bez jaj. Lezalam na sloncu gdzies 15 minut, na pewno nie wiecej, potem weszlam do wody, z pol godziny moze siedzialam, pozniej jeszcze bylam na sloncu z 5-10 minut a pozniej to jedlismy obiad i siedzialam juz przez caly czas w cieniu, a potem pojechalismy do domu. A spalilam sie strasznie. W PL chyba przez tydzien musialabym sie codziennie caly dzien opalac. Ba. Pewnie i tak bym sie tak nie spiekla. Ci znajomi maja wielki dom i w ogole sa dziani. Ale byl zrzut jak zaczeli o polityce gadac. Trudno mi bylo powstrzymac smiech. Choc moze powinnam byla plakac. Ci znajomi to ot co zwykli hipokryci, te slodkie istotki, ktore dostrzegaja, kiedy zlo dzieje sie na swiecie, jednak nie zauwazaja, kiedy same babraja sie po kolana w mroku. Ha.

A ostatnio wracalam sobie ze szkoly, zatrzymalam sie i ogladalam rozne indianskie ubrania, wisiorki, rzemyki, bransoletki, itd. I gadalam z jakims kolesiem. Niewazne. Tak czy inaczej on sie mnie pyta, czy trudniejszy jest angielski czy polski i pyta sie: Ingles o polones?? Zeszlam na zawal. Oczywiscie pewnie chcial powiedziec: Ingles o polaco? Hahaha.

Aha. W ten piatek zaczynaja sie Mistrzostwa Europy, a my wszyscy trzymamy kciuki za Orlow. Mam nadzieje, ze jest to jasne.

Tuxtla jest dosc smiesznym miastem. Uliczki sa prostopadle, ponumerowane, bez nazw. Jest pelno ludzi, ale miasto jest male. Rodzine mam fajna, a ostatnio w centrum byla jakas wyprzedaz ksiazek :D I kupilam sobie Oscara Wilde’a i czytam, czytam :D

Ok. Robi sie pozno, to tyle na razie.
Z socjalistycznym pozdrowieniem,
Monika.

PS:
http://picasaweb.google.pl/zapatystka
To adres mojego albumu. Tu mozna obejrzec wszystkie moje zdjecia. O.