czwartek, 24 kwietnia 2008

"Kazdy dobrze wie... tego co nam zapisane zmienic sie nie da"

Zmiany, zmiany, zmiany. Walczylam z tym. Przysiegam. Czasami nawet brutalnie. Serio, stoczylismy bitwe. Ja niestety poleglam. Takze teraz, kiedy juz jestem pewna, zamierzam to oglosic wszem i wobec! A co mi tam! Niech kazdy Polak i kazda Polka wie, ze...

od soboty, 19 kwietnia, moim ulubionym kolorem jest... rozowy! I to nie jakis tam zwykly rozowy! Rosa mexicano, albo jak kto woli: fiusha! Ha ha!

Gdyby ktos nie wiedzial jak wyglada ten kolor, to tak: http://farm1.static.flickr.com/72/194946131_96af25ab4c.jpg

W zwiazku z tym, poczynilam juz pewne zmiany. Przefarbowalam wlosy na rozowo... a nie:P zartuje:P jeszcze raz...

W zwiazku z tym, poczynilam juz pewne zmiany. A wlasciwie zmiany same sie poczynily, bo ja tylko przyjelam pare prezentow. Alexa uznala, ze dwoch rozowych bluzek od cioci i tak nigdy nie wlozy. I uznala tez ze torba bardzo ladnie wisiala na wieszaku, ale jeszcze ladniej powisi na mnie.
Osobiscie zaopatrzylam sie w 15 rozowo-rozowych bransoletek od chamulitas. Mam rozowe buty i teraz poluje na rozowa sukienke w meksykanskich ciucholandach. Ale fajnie.

I chce, zeby te moje magnolie byly rozowe.

Wspominalam w ogole, ze w ta sobote przekminilam nielegalna wycieczke do Zinacantan, wioski indian?:D No to mowie, w sobote nawijalam do ludzi w tsotsil (dobra, tylko 3 zdania) i zapierniczalam po terenach kontrolowanych przez zapatystow:D aaaa:D bylo bosko, a wiecie co znalazlam jak wyszlam z indianskiego kosciola, ktory jest katolicki, ale jakos tak mialam dziwne wrazenie ze zbyt duzo swietych na oltarzu i tak jakby brakuje Krzyza? Wiec jak wyszlam to pierwsze co zobaczylam to sklep. Normalnie sklep na przeciwko kosciola, prawie jak w cywilizowanym swiecie, gdyby nie fakt, ze ostaczaja cie gory ze wszystkich stron, ogarnia cie cisza, wlasciwie to nie wieje wiatr i masz wrazenie ze jestes na koncu swiata i tam juz wiatr po prostu "niedowiewa", trojka chlopcow gra na niby boisku w pilke, jak w cywilizowanym swiecie, roznica jest taka, ze te dzieci nie wiedza o istnieniu cywilizowanego swiata, nie wiedza, ze tam za oceanem jest Europa, ba! nie wiedza, ze jest ocean! Ba! Nie wiedza ze mieszkaja na kontynencie amerykanskim! Ba! Jestem w stanie przysiac, ze nie wiedza, iz mieszkaja w Meksyku! Wiedza tylko, ze gdzies tam, za tymi gorami jest San Cristobal, gdzie mama na targu sprzedaje bluski i gdzie siostra pojechala prac i gotowac bogatym. I tak po prostu graja sobie w pilke i sie smieja. Zaden inny odglos do ciebie nie dochodzi, ale dasz sobie reke uciac, ze ktos cie obserwuje, widzi kazdy twoj krok, cokolwiek zrobisz, jest za toba. Co sie rzuca w oczy to to, ze wszedzie sie walesaja bezpanskie psy i ze bardzo smutno im z oczu patrzy. I ze sa wychudzone. W tym momencie przystajesz na chwile i zastanawiasz sie gdzie teraz jest Marcos. Spogladasz na te gory i pytasz sie, czy gdzies tam? Czy moze naprawde uciekl do Gwatemali? Nie, mowisz, nie wierze. A gdzie jest Juan Sabines, el gobernador de Chiapas? Och, oczywiscie, to wiesz, przeciez mieszkasz blisko. Pewnie jest w swoim domu. Wielkosci dwoch przecznic. Z dziesiec domow by sie na tym terenie zmiescilo. I to duzych domow. Siadasz na ziemi, opierasz sie o czyjes ramie, biezesz pierwszy lepszy kamien i zabijasz kilka mrowek. Mrowki sa takie same jak w Polsce. Czarne i jak sie rozgniataja to pozostaja slady. Dokladnie tak Sabines, Valls, i reszta na czele z Calderonem czyni z Zinacantan. Rozgniata jak mrowki. Poczym twoja uwage zwraca osoba, na ktorej ramieniu spoczywa twoja glowa. Wiesz, ze cos mowi, ale nie slyszysz co. Bylo cos o "lindo pueblo, sed, agua, tienda, ya no llores" I przypomnialo ci sie, wstajesz, lapiesz ja za reke i ciagniesz do sklepu na przeciwko. Sprzedawczyni mowi po hiszpansku. Ale ty jak zwykle usmiechasz sie mentalnie do siebie i mowisz w duchu, calkiem zgodnie z prawda, ze ty mowisz lepiej. Prosisz o Agua Natural Ciel, pani mowi ze nie ma, wiec mowisz, ze moze byc jaka kolwiek, daje ci Bonafont, wciskasz jej do reki 8 peso, po czym wychodzic. W momencie kiedy przechodzisz przez prog odwracasz sie, sama nie wiesz po co. I wtedy to widzisz. Czytasz, drobne litery skladaja sie w calosc. Dziwnie znana ci calosc. Ale cos jest nie w porzadku. To cos... jakby nie na miejscu? Jakbys to juz gdzies widziala, ale nie tutaj? Tylko tam? Daleko?

Wracasz, podchodzic i czytasz z bliska: "Wodka wyborowa, imported from Poland"
Zanosisz sie smiechem. I wydaje ci sie, ze tylko ty rozumiesz. I tak wlasnie jest. Robisz zdjecie i wychodzisz. Stoisz na samym koncu swiata. I tylko ty wiesz, ze tam gdzies, jest inny swiat.


Kiedy dojezdzacie rozsypujacym sie busem do San Cristobal, dziekujesz w duchu Bogu, ze pojazd nie spadl gdzies po drodze przy ktoryms zakrecie. Tak jak w tym filmie. Placisz 18 peso, wysiadacie. I teraz nawet San Cristobal wydaje sie wam oaza cywilizacji. Ty oczywiscie nienawidzisz cywilizacji. I umacniasz to uczucie, za kazdym raziem kiedy widzisz przed soba glodne oczy. A tak sie sklada ze w Los Altos de Chiapas widzisz je wlasciwie bez przerwy. Jest juz pozno, musicie wracac. W koncu kto uwierzy, ze robisz prace domowa przez cala sobote? Teraz juz przynajmniej wiesz kto. Glupio, ze czlowiek musi klamac, zeby robic to, na co ma ochote. Pozwolmy ludziom byc szczesliwymi wedlug ich wlasnego uznania.

Na koniec jeszcze serdeczne pozdrowienia dla Orzozy, ktora wydaje sie byc jedyna osoba, czytajaca tego bloga.

Dobranoc, ide spac, bawcie sie dobrze na zakonczeniu roku.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Nieeeeee, dlaczego różowy?!

Po pierwsze, nie tylko ja czytam, tylko pewnie tylko mnie chce się komentarze pisać :P Po drugie, dawniej pisałaś raz na dwa miesiące, więc ludzie tu nie zaglądają :P Tak czy inaczej, za pozdrowienia dziękuję i pozdrawiam również ;)

Anonimowy pisze...

No więc dowiedz się , że ja też czytam, bo mi się podoba co piszesz , chociaż nie wszystko rozumiem...
I tez pozdrawiam
Olena

Anonimowy pisze...

ja też czytam ! i komentuje:P

Anonimowy pisze...

35!

Anonimowy pisze...

i ja tez i ja tez! cudnie tam masz!:*
Olka M.