poniedziałek, 28 kwietnia 2008

I have measured out my life with coffee spoons...

28 kwietnia roku 2008. Ha! Jutro nie ma lekcji! Znaczy w krajach trzeciego swiata, w ktorych edukacja stoi na poziomie Rowu Marianskiego, a wlasciwie lezy. Nie. Tak wlasciwie to pelza. Wije sie jak zaskroniec po swietokrzyskich lasach. A nie, to nie ta szerokosc geograficzna, prawda? Wije sie jak boa dusiciel po jukatanskiej dzungli. A teraz wlasnie wpelzla w jakies rownie jukatanskie bagno i dlatego jutro nie ma lekcji. Nie zeby dzisiaj byly. Oczywiscie, ze nie. Roznica polega na tym, ze dzis musialam wstac o szostej rano, dotoczyc sie do szkoly na 7:00, zeby okolo godziny dziewiatej dowiedziec sie, ze dzis juz nie bedzie lekcji, juhu, jestesmy wolni, mozemy isc! Natomiast teraz juz wiem, iz jutro lekcji nie bedzie. Za to wiem, ze w srode bedzie sprawdzian z historii. Ale za to po sprawdzianie ide na sniadanie na Mercado de los Ancianos, a pozniej do kina. Hihihi. Znaczy nie takie „hihihi” bo bede musiala wytrzymac dwie godziny na jakiejs meksykanskiej produkcji niskiej jakosci pod jakze wymownym tytulem „Casi divas”. Okej, o to juz sie nie martwcie, ja sie czyms zajme. Ale wlasciwie to nie o tym chcialam.

Romeo, moj ojciec, ostatnio sobie ucial ze mna „mila” pogawedke. Oczywiscie najpierw nie omieszkal oswiecic mnie, iz sypie sie jedna lyzeczke kawy, a nie trzy i pol, i ze umre na nadcisnienie. Ja za to oszczedzilam mu tlumaczenie, ze kawa est MEA, kupiona ze wlasne 12 peso w Oxxo (meksykanski rodzaj Groszka), i ze jak bede chciala to sobie nasypie 103 lyzeczki. Pomijajac tuzin wad, ktore mi wytknal (spoko maroko, nie pozostalam mu dluzna) dowiedzialam sie, iz cierpie na zespol stezony braku ambicji i ze ubierajac sie jak „Wolnosc, rownosc, braterstwo” do niczego w zyciu nie dojde. Okej, okej, ja wiem, ze Polska, to tylko taki kraj na pograniczu Europy wschodniej i zachodniej i pewnie prezydent tego kraju malo znaczy dla Romea, ba! Zero znaczy! Null znaczy! Ale co? Mam chciec zostac prezydentem Wszech Rosji, zeby byc wystarczajaco ambitna dla Romea? A moze mam zostac burzujem z Chiapas, ktory polowe pieniedzy ukradl, a druga polowe zarobili dla niego inni, dla ktorego kazde slowo zaczynajace sie na „Z” jak na przyklad „Zapatysci” to zlo wcielone i szatan w ludzkiej osobie, i ktory posiada w sobie wiecej hipokryzji niz Severus CIS-u*, a mniej moralnosci niz ja krwi w systemie kofeinonosnym? Nie wiem, w tym momencie Kikin strzelil bramke i zapomnialam zapytac. Za to, co do mojego ubioru, zapytalam Romea czy naprawde nigdy w zyciu nie widzial/slyszal Beatriz Paredes? I mysle, ze tym jednym zdaniem odebralam mu wszystkie argumenty i w ogole jaka kolwiek mozliwosc apelacji. Zamknal sie. Najprawdopodobniej na wieki, jesli chodzi o ten temat. Wiecie? To jedno z najmilszych uczuc na swiecie, kiedy Romeo sie zamyka. Czasami masz nawet ochote na „sezamie otworz sie”, zeby tylko moc znow blogo dryfowac sluchajac jego slowotokow, a nastepnie zniszczyc go za jednym uderzeniem. I sie zamyka. „O ja cie, stary! Ale jazda! Ja chce jeszcze raz!”. Czasami tez Romeo potrafi byc niezwykle dowcipny. Ot co, uczysz sie na glupi sprawdzian, saczysz kawe, patrzysz na zegarek i jakby wskazowki sie zatrzymaly i wtedy przychodzi Romeo, zaglada do lodowki i zeby rzucic niezlym zartem, mowi ze idzie teraz do pracy i ze widzimy sie jutro. Smieszne przychodzi dopiero wtedy, kiedy naprawde wychodzi i ty wiesz, ze wraca nastepnego dnia. Coz za kretyn uwierzy, ze czlowiek, posiadajacy 3 samochody do wyboru do koloru pod domem, lapie taksowke i o godzinie 22:17 w niedziele jedzie do biura, zeby ciezko pracowac. No to juz tylko jego zona. Ty sie usmiechasz do siebie, konczysz kawe, przypominasz sobie o kilku szczegolach, usmiechasz jeszcze szerzej, ale wlasciwie, po co masz sie mieszac w zycie innych. Pozniej przypomina ci sie, w jakiej szerokosci geograficznej zyjesz, zostawiasz notatki na egzamin, bo co bys nie zrobila, z historii i tak jestes skazana na 10, i idziesz spac jak poprawny Polak katolik.
Ach, Romeo Narcyz Sie Nazywam opowiadal mi jeszcze o tym jak to on zaprojektowal zycie swojemu synowi i swojej szescioletniej corce (bedzie architektka). Nie wiem, tej przemowy nie za bardzo sluchalam, bo Kikin byl centymetry od bramki, ale dowiedzialam sie, ze swiat polega na posiadaniu znajomosci i ze gobernador de Chiapas jest przyjacielem Romeo i gdyby nim nie byl, to Romeo by nie mial tego co ma. I kazal mi sobie zapamietac, ze gdyby ktos kiedys chcial mi dac miejsce na uniwersytecie po znajomosci to zebym czasem nie pogardzila. Jak sie wyrazilam co o tym sadze, to sie biedactwo obruszylo i powiedzialo, ze gdyby ono mialo znajomego na Harvardzie, to wystarczylo by zeby wykonalo jeden telefon i jego syn by studiowal na Harvardzie. I od tego momentu zaczelam sie modlic, zeby zalegalizowali klonowanie, sklonowali Noama i obsadzili wszystkie uniwersytety swiata Noamami. Chociaz zapewne ja znowu popelniam ten sam blad, a mianowicie jak juz ktos jest fajny, to ja sobie wyobrazam, ze jest dokladnie taki jak ja. I slepo wierze. Moze Harvard jest pelny kuzynow Noama. A moze nie. I ja sobie wole wierzyc w ta druga wersje. Za to Romeo Jestem Piekny I Uroczy, twierdzi ze tak jest na calym swiecie i w Polsce tez i ze w kazdej dziedzinie zycia, ze o, na przyklad taki Kikin, na pewno mial kogos znajomego w kadrze, dlatego teraz gra, bo ktos kiedys przez znajomosci dal mu szanse. Sorry, ale gdyby zycie bylo takie proste, to dlaczego reprezentacja Polski nie sklada sie z samego rodu Callevichow, jesli wystarczy jeden telefon do Raula, to czemu kuzyni Orlow jeszcze nie zalali PLS? Tak juz to widze, ten usmiech na ustach Raula, Polacy, nie martwcie sie, wiem ze Wlazlego boli noga, ale ja juz mam na jego miejsce tutaj takie jedno Kadziewiczatko. Hahahaha. W ogole to ja nie chce na takim swiecie zyc. Odmawiam po prostu. I az sobie pojde nalac wiecej trucizny, zebym szybko dostala tego nadcisnienia. I naprawde coraz bardziej zygam tym krajem. Na czele z tym lgarzem Calderonem. O, i juz mi nie dobrze. I nikt nic nie robi. Dlaczego mnie sie czasami wydaje, ze ja to tylko jestem taka jedna skrzywiona na swiecie?

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

dla niewtajemniczonych, CIS - cynizm, ironia, sarkazm :D:D

Anonimowy pisze...

Ha! A ja nie miałam lekcji wczoraj, dziś, nie będę ich miała jutro ani w ogóle nigdy :P

Aaa! Callevich :D

Myślisz, że Romeo ma jakieś chody w CKE żebym zdała dobrze maturę? ;)

A tak w ogóle to też byś czasem na mojego bloga weszła :P I na naszej-klasie byś się mogła poudzielać ;)

Anonimowy pisze...

jestem jestem,przeczytalam poprzednie notki, fajnie sie czyta, ale "mozg" zajety czyms innym,wiec tylko tu cos skrobne, dajac znac ze zyje i czytam (i zeby podbic ilosc komentow [; )

taa, pytanie Orzozej co do znajomosci tego Romea w cke jest sluszne... :P

Anonimowy pisze...

weszłam tu przypadkiem i przypadkiem jednym tchem to wszystko przeczytałam, mimo, że jakoś tak nie bardzo wiem o co chodzi. ale było miło. pozdrawiam.